O zamrożonych uczuciach i o tym jak sobie poradzić z sytuacją, gdy nagle się uaktywniają

Zjawisko „zamrożonych uczuć” może się zdarzyć u osoby doświadczającej stanów depresyjnych. Chodzi o to, że być może kiedyś doświadczaliśmy jakichś trudnych uczuć, z którymi sobie nie radziliśmy albo nie wolno nam było z jakichś powodów czuć tego, co czuliśmy. Wtedy wypieramy uczucia, czyli unikamy doświadczania ich. Blokuje to swobodny przepływ życia, co może skutkować depresją. W psychoterapii lub w wyrażaniu się poprzez sztukę jest szansa na „odmrożenie” tych uczuć i na przywrócenie swobodnego przepływu życia. Wiążemy to ze zdolnością do bycia sobą, autentycznością, kreatywnością.

maski

Zamrożenie uczuć może wiązać się z jakąś sytuacją traumatyczną. W tego typu sytuacjach emocje są tak silne, że nie radzimy sobie z nimi. Chcemy zapomnieć o zdarzeniu, nie mieć więcej nic z tym wspólnego. W tak zwanym normalnym życiu trudno jest funkcjonować będąc w stanie silnych emocji. Osoby wrażliwe, ze skłonnością do częstego przeżywania emocji nie są w społeczeństwie zbyt dobrze postrzegane. Wiąże się to z kilkoma sprawami. Po pierwsze emocje wpływają na trudność w koncentracji uwagi, a praca zawodowa wymaga zwykle skupienia. Po drugie emocje innych ludzi mogą uruchamiać nasze własne, a to może być niebezpieczne. Może być więc skłonność do unikania ludzi zbyt emocjonalnych, one same też wolą się izolować. Oczywiście do czasu, ponieważ samotność na dłuższą metę zaczyna doskwierać. Inni wybierają więc normalne życie wśród ludzi, ale decydują się w zamian za to stłumić, zamrozić uczucia, po to by nie zepsuły im dobrego, poprawnego funkcjonowania w społeczeństwie. Istnieją różnego rodzaju rytuały, czy sytuacje, w których społeczeństwo dopuszcza swobodne wyrażanie emocji. Może być to tworzenie lub odbiór sztuki, czyli np. filmu lub muzyki. Nikt nie dziwi się, że ktoś płacze w trakcie filmu romantycznego albo boi się w horrorze. Nikt nie dziwi się, gdy ktoś odgrywa emocje w teatrze. Można krzyczeć na meczu lub koncercie rockowym. To jest usankcjonowane społecznie. Jedne emocje też są bardziej akceptowane, a inne mniej. Jest to zależne od kultury, w której żyjemy. Na przykład w Polsce są dopuszczalne emocje związane z narzekaniem. Ale już na przykład nie jest akceptowane zbytnio okazywanie lęku. Dlatego być może tak dużo zaburzeń lękowych, ponieważ lęk jest czymś powszechnym, a jednak nie jest akceptowane jego okazywanie. W takiej sytuacji osoba chowa się ze swoim lękiem. Działa to jednak tylko na krótką metę. Trzeba dalej funkcjonować wśród ludzi i lęk czasami nagle wydobywa się w niechcianych przez nas sytuacjach społecznych. Wtedy właśnie mówimy o tym, że mamy atak lęku lub atak paniki. Próby zapanowania nad nim powodują tylko, że jeszcze częściej i chętniej się uaktywnia. Problemem jest już sam brak akceptacji tego uczucia. Jednak silny lęk nie jest czymś, co można łatwo zaakceptować. Być może jakiś bodziec wydobył na wierzch jakąś dawno zapomnianą traumę. Wtedy być może czuliśmy kompletną bezradność i przerażenie. Jakoś udało nam się przetrwać tamtą sytuację, ale nie było wtedy możliwości, żeby sobie w pełni z nią poradzić. I jedyne co mogliśmy zrobić to próbować zapomnieć, to co się stało lub stłumić te uczucia. Trzeba przecież dalej jakoś żyć. Być może nie mieliśmy wtedy własnych środków zaradczych, by poradzić sobie w pełni z tą sytuacją albo nie było innych osób, które udzieliłyby nam potrzebnego wsparcia. Im wcześniejsza w rozwoju sytuacja traumatyczna, tym silniejsze i bardziej zalewające uczucia, gdy nagle zamrożone emocje się wydobędą na wierzch. Przez lata nie „przepracowywaliśmy” tej sytuacji i unikaliśmy myślenia o niej, więc gdy nagle jakiś bodziec uruchamia wspomnienie, to zalewają nas emocje, których doświadczaliśmy właśnie wtedy i czujemy nagle tą samą bezradność i ten sam brak możliwości radzenia sobie. Często nieodzowna więc może okazać obecność drugiej osoby, która pomoże nam zapanować nad zalewającymi nas uczuciami. Może to być na przykład psychoterapeuta lub inna wspierająca nas, życzliwa osobą, która jest w stanie zrozumieć, że nie wariujemy, że to tylko „dziecko w nas” się obudziło i potrzebuje wsparcia.

Ten proces uzdrawiania i dopełniania tego, co się wtedy wydarzyło, a więc i uzdrowienia wszystkich uczuć z tym związanych można pomyślnie przejść i być już od tego wolnym. Do tego służy psychoterapia, która wypracowała własne metody jak radzić sobie z traumą. Ważne jednak, by podchodzić do tego procesu z uwagą i życzliwością do siebie. Wejść w ten proces dopiero wtedy, gdy czujemy się do tego gotowi i bezpieczni, by to zrobić. Poza tym mogą być sytuacje, że życie zmusza, że nie ma wyjścia i trzeba już zająć się traumą. Na przykład sytuacja, gdy stajemy się rodzicami i mamy własne dzieci, których nie chcemy skrzywdzić jak sami byliśmy skrzywdzeni. Albo bardzo nie chcemy kogoś ranić, kto jest nam bliski, a nie możemy pozbyć się impulsów ranienia jej. Albo mamy ataki paniki, po których przestajemy wychodzić z domu lub zaczynamy unkać określonych miejsc lub sytuacji, a potrzebujemy normalnie funkcjonować w społeczeństwie. Albo choroby psychosomatyczne zaczynają nam ruinować życie.

W wielu przypadkach jednak można nie czekać na takie alarmujące sytuacje, ale zająć się uzdrawianiem dziecka w sobie w bardziej dogodnym momencie. Teraz gdy jesteśmy starsi i mądrzejsi, być może jesteśmy w stanie już poradzić sobie z emocjami, z którymi nie mogło poradzić sobie małe dziecko? Może udałoby nam się już dzisiaj znaleźć reakcję na tamto dawne wydarzenie? Szczególnie jeśli zapewnimy sobie towarzystwo wspierającej osoby, której wtedy zabrakło? Ale możemy też uznać, że choć zdajemy sobie sprawę z problemu, to jest jeszcze z jakiegoś powodu za wcześnie. Wtedy możemy dalej stosować dobrze już znaną sobie metodę „zamrażania uczuć”, zastosować doraźną metodę radzenia sobie z atakiem paniki lub zażyć kolejny raz ulubiony lek od lekarza psychiatry. Być może to nie jest jeszcze odpowiedni moment. Ważne jednak, by wiedzieć, że dzisiejsza psychoterapia wypracowała metody na skuteczne poradzenie sobie z traumą.

W psychologii procesu istnieje kilkaetapowa metoda pracy z przeszłymi nadużyciami z pomocą osoby wspierającej:

  1. Określenie czy osoba wspierająca (np. psychoterapeuta) jest tą właściwą i czy obecny moment jest właściwy do podjęcia pracy nad traumą
  2. Opowiedzenie o tym, co się wydarzyło
  3. Powrót do sytuacji nadużycia i znalezienie właściwej reakcji na to, co się wtedy wydarzyło.
  4. Przypomnienie sobie jak wyglądała reakcja świadków zdarzenia.
  5. Analiza społecznych aspektów tego zdarzenia i próba wspólnego zareagowania w świecie zewnętrznym (jeśli to potrzebne).

Jak rozmawiać, żeby się porozumieć?

Ostatnio dużo się mówi w sferze publicznej o tym, że powinniśmy inaczej rozmawiać ze sobą. W Internecie pojawiło się dużo hejtu, a rzeczywistość polityczna przypomina walkę wrogich plemion. Tymczasem psychologia wypracowała metody takiego komunikowania się, by się nie ranić nawzajem, a jednocześnie skutecznie porozumieć. Wymienię w tym artykule kilka metod komunikowania, które zalecane są przez psychologów.

Komunikat typu Ja

Stosujemy powszechnie komunikat typu „Ty”: „Ty zawsze”, „Ty jesteś taki czy owaki”, Prowadzi to do pogłębienia negatywnej sytuacji. Osoba z którą rozmawiamy nie ma ochoty skupiać się wtedy na naszych potrzebach, ale będzie mieć tendencję do bronienia siebie. Zawiera on często element oceniania, oskarżania. Nie ma możliwości skupić się na treści komunikatu podczas gdy czujemy się atakowani jako osoba.

kłótnia
🙁

W komunikacie typu „Ja” podstawową zasadą jest to, że mówimy tylko w swoim własnym imieniu. Czyli: „Ja uważam, że”, „Moim zdaniem…”, „Mój punkt widzenia na tę sprawę jest taki, że…”. „Ja czuję złość (smutek, niepokój itp.)”. To powoduje, że odbiorca komunikatu nie ma potrzeby się bronić, zwykle jest w stanie odebrać wiadomość, jako że czuje się bezpiecznie słysząc komunikat w takie formie. Jego granice nie zostały naruszone. W komunikacie typu Ja osoba bierze odpowiedzialność za to, co mówi. Mówimy o reakcji, jaką wywołało w nas zachowanie drugiej osoby.

Samo mówienie tylko w swoim imieniu i unikanie oceny, co jest częścią asertywnego komunikowania się jest już bardzo pomocne. Asertywne komunikowanie się to nie tylko szacunek dla drugiej strony oraz podstawa do porozumienia oraz wyrażenia siebie w sposób przystępny dla innych, ale również możliwość obrony siebie przed przemocą psychiczną, natarczywością, manipulacją ze strony innych. W sytuacjach konfliktowych rozwinąć można komunikację jeszcze dalej, by uzyskać lepsze rezultaty.

Konstrukcja komunikacji według Porozumiewania bez przemocy (NVC) Rosenberga jest następująca:

JA CZUJĘ – tu stwierdzamy to, co aktualnie odczuwamy w związku z jakąś sytuacją, np. Jestem zły, wściekły, smutny, poirytowany, zaniepokojony itp.

KIEDY TY – tutaj mówimy o tym zachowaniu drugiej strony, które budzi w nas emocje, ale jedynie w formie obiektywnego opisu sytuacji. Opisujemy tylko fakty, nie formułujemy ocen, np. „kiedy nie sprzątasz po sobie po obiedzie”

PONIEWAŻ – i tu wskazujemy na własne niezaspokojone potrzeby, które są związane z tą sytuacją

i CHCĘ – tu formułujemy prośbę, która obrazuje to jak wyobrażamy sobie, że nasza potrzeba mogła być zaspokojona.

W skrócie: „Kiedy ty… (zachowanie), ja… (uczucie), ponieważ… (potrzeba) i chciałbym… (prośba).

żyrafy

Jeszcze bardziej zaawansowane jest empatyczne komunikowanie się według NVC, które stosuje się wobec osób, które nie komunikują się w ten sposób i które mają problem z nieraniącym wyrażaniem siebie. W takiej sytuacji można również zastosować procedurę tych 4 kroków, z tą jedną różnicą, że nie mówimy o sobie, ale próbujemy odgadnąć co druga osoba czuje, jakie ma potrzeby i życzenia. Okazuje się bowiem, że jej problemy z komunikowaniem się często są związane z nieświadomością własnych uczuć, potrzeb i życzeń. Jeśli więc udałoby się, że ktoś inny by je odgadł i wyraził, a osoba mogłaby poczuć się na tyle zrozumiana i bezpieczna, to wtedy jest szansa na to, że otworzyłaby się bardziej na porozumienie z nami.

Czyli reasumując mamy 3 etapy skutecznej komunikacji:

  1. Komunikat Ja, asertywność – to podstawa dobrego komunikowania się, na której zakreślamy własne granice, ale i szanujemy granice innych
  2. Wyrażanie siebie za pomocą Porozumiewania bez Przemocy – na tym etapie rozwijamy świadomość własnych uczuć, potrzeb i życzeń oraz komunikujemy o tym drugiej osobie
  3. Empatyczne komunikowanie za pomocą Porozumiewania bez Przemocy – pomagamy innym uświadomić sobie własne uczucia, potrzeby i życzenia, co stwarza przestrzeń do wzajemnego porozumienia.

Metody te nauczane są na warsztatach asertywności, komunikacji i NVC. Jest również mnóstwo pozycji książkowych, które można by polecić na ten temat. Można również skorzystać w sytuacji konfliktu, gdy zbyt trudno jest stosować jakiekolwiek metody z pomocy osoby trzeciej (psychoterapeuty, psychologa, mediatora), która pomoże rozpoznać potrzeby, uczucia i życzenia każdej ze stron oraz stworzyć przestrzeń do komunikacji. Wówczas możemy komunikować się bez koncentrowania się na formie komunikacji (co jest trudne dla niewytrenowanych osób w sytuacjach konfliktowych), a to terapeuta (facylitator) dba o to, by uczucia i potrzeby były zaakceptowane i rozpoznane. W terapii par i rodzin jest możliwość, by ktoś z zewnątrz dbał o zaakceptowanie i wypowiedzenie się poszczególnych części lub osób w skonfliktowanym polu (rodziny, relacji). W psychoterapii indywidualnej (humanistyczno-egzystencjalnej lub psychodynamicznej) pełni taką samą rolę wobec poszczególnych części czy aspektów pojedynczej osoby, która zgłasza się po pomoc.

🙂
https://www.facebook.com/PsychoterapiaOnlineHubertKulik/