Jak odciążyć przeładowany mózg? 12 sposobów na odciążanie przeładowanego mózgu

W dzisiejszych czasach mamy do czynienia z nadmiarem informacji do nas docierających. Smartfony, Internet, Facebook, Netflix, Youtube, Instagram, Twitter, dziesiątki kanałów w TV. Informacje za informacjami podążają wartkim strumieniem do nas. Scrollowanie facebooka. Gdy zalajkujesz czy odpowiesz, to za chwile dostajesz nowe powiadomienie. Subskrybujesz coś i za chwilę dostajesz już coś, co musisz koniecznie zobaczyć. Firmy poznają za pośrednictwem „darmowych usług internetowych” Twój profil i twoje potrzeby, dlatego wyświetlają się reklamy specjalnie dobrane dla Ciebie. Trudno nie kupić czegoś jak inni znajomi lub grupa, do której aspirujesz już to mają. Trudno nie wiedzieć, gdy wszyscy już to wiedzą. A liczba nowych informacji i produktów wcale się nie zmniejsza. Wręcz przeciwnie, ma tendencje do rozrastania się. Ogarnia Cię ogrom informacji. Siedzisz ze smartfonem i nie możesz się od niego uwolnić. Widzisz, że wszyscy to robią i jednocześnie krytykują to w memach, które oglądają … w smartfonach.

Ok, można by powiedzieć „takie mamy czasy”. Po prostu spotykamy się z ludźmi wirtualnie, a nie w kawiarni. Po prostu zdobywamy informacje szybciej w Internecie, nie musimy chodzić do biblioteki. Ale zaczynamy jednak czuć, że pewna równowaga została naruszona. Z jednej strony wchodzimy w dobrze znaną nam rolę ofiary i mówimy „świat pędzi”, a my musimy się do niego dostosować, by przetrwać. Nie chcemy brać w wyścigu szczurów, narzekamy na uwięzienie w korpo czy kredyty do spłacenia. Ale jednak nie zdajemy sobie sprawy, że co najmniej do pewnego stopnia mamy jednak wpływ na tempo, w jakim żyjemy poprzez wybory, jakich dokonujemy. Być może możemy jednak zarządzać sobą, swoim czasem, organizować go w bardziej zrównoważony sposób? Być może mamy władzę nad tym, by zapanować nad nadmiarem informacji do nas płynących? W jaki sposób to zrobić? Poniżej podaję kilka propozycji na to, co możesz zrobić, by odciążyć swój przeładowany mózg, złapać kontakt z samym sobą i przywrócić wewnętrzną równowagę.

  1. Wyłączenie urządzeń dostarczających informacji

Nie chodzi o to, by je wyłączyć na zawsze. To w dzisiejszych czasach może już być niemożliwe i mogłoby nas skazać na społeczną izolację. Chodzi o to, by zrobić to raz na jakiś czas i odnaleźć na nowo utraconą równowagę. Ma to też na celu to, byśmy poczuli, że jesteśmy do tego zdolni, że jesteśmy panami siebie, a nie ofiarami technologii.

  1. Medytacja

Medytacja jest to ćwiczenie, które ma na celu złapanie lepszego kontaktu z samym sobą, uspokojenie umysłu, wyciszenie się, zdystansowanie się od spraw i bodźców, zharmonizowanie się i stanie się bardziej uważnym oraz zdolnym do mądrego wyboru.

 

  1. Relaks

Istnieją różne rodzaje relaksacji – według Jacobsona, Schulza, biofeedback. Można też słuchać muzyki relaksacyjnej, by się odprężyć lub poddać się masażowi. Ogólnie chodzi o wprowadzenie się w stan alfa, stan odprężenia, który pozwala na odstresowanie się i „odpłynięcie”. Złapanie kontaktu z własnym ciałem.

  1. Spacer

Spacer jest świetnym sposobem na to, by uwolnić swój umysł z mentalnej klatki, która dostarcza wciąż podobnych bodźców w zaklętym kręgu. Spacer to nie tylko ruch na świeżym powietrzu, ale również doświadczenie przestrzeni, otwarcie się na nowe sytuacje i zdarzenia. To, co zewnętrzne ma wpływ również na to, co wewnątrz. Jeśli trudno się do niego przymusić, to warto wziąć sobie psa ze schroniska. Wtedy nie będzie problemu.

  1. Ćwiczenia fizyczne

Ćwiczenia fizyczne takie jak gimnastyka, fitness, bieganie czy joga nie tylko uwolnią Twój umysł od nadmiaru bodźców, ale również wpłyną korzystnie na Twoje zdrowie, dobre samopoczucie oraz zmniejszą poziom lęku czy stresu.

  1. Obcowanie z naturą

Spacer po lesie, wyprawa na grzyby czy nad jezioro, nocne obserwowanie zagwieżdżonego nieba oraz kontakt ze zwierzętami (psy, koty, konie) spowoduje, że złapiesz kontakt z naturą. Uwolnisz się od tyranii cywilizacji, która wciąż produkuje nowe mentalne konstrukty dla Ciebie przeciążając umysł. Staniesz się bardziej w kontakcie z tym, co ponadczasowe, przedwieczne, z tym co było tutaj długo przed tym zanim pojawił się człowiek z jego cywilizacją. Być może złapiesz więc zdrowy dystans wobec tego wszystkiego, co dzieje się w Twoim życiu i funkcjonowania w społeczeństwie, jednocześnie czując jedność z naturą.

  1. Czytanie książki drukowanej

Czytając książkę drukowaną nadal przebywasz w świecie ludzkiej myśli. Nie jest to jednak urządzenie elektryczne podłączone do Internetu, więc o ile stworzysz odpowiednie warunki, to nie ma możliwości, żeby zaatakowało Cię nowe powiadomienie, czy wiadomość w komunikatorze. Możesz odprężyć się, skupić na lekturze, zagłębić się w świecie powieści do samego końca. Możesz wybrać też wartościową, budującą lekturę i w dłuższym, bo nieprzerywanym niczym okresie „ładować się” pozytywnymi treściami.

  1. Rozmowa z kimś w realu, np. w kawiarni

Rozmowa z kimś w realu jest nieoceniona. Po pierwsze jest to w końcu możliwość jakiegoś głębszego kontaktu, bo kontakty wirtualne są zwykle powierzchowne. Ponadto jak mówią badacze kontakt werbalny to tylko niewielki ułamek komunikacji. Dochodzi możliwość komunikacji poprzez mowę ciała, możliwość wspólnych działań, a przy bliższych związkach również dotyku.

  1. Wycieczka

Podobnie jak spacer wyciąga nas z „utrwalonych kolein umysłu”, ale trwa zwykle dłużej i zabiera nas dalej. Jest to nie tylko możliwość poznawania świata, nowych ludzi w realu, ale i czasem fantastyczna zabawa i frajda, którą będzie się wspominać po latach.

  1. Zrobienie czegoś pożytecznego

Wspaniałą rzeczą może być zrobienie czegoś pożytecznego. Robienie tego jest świetną odtrutką na poczucie bezsensu życia czy jego rutynę. Poprawia jednocześnie myślenie o samym sobie, własną samoocenę i pozwala realnie przyłożyć się do tego, by świat był choć odrobinę lepszy. Może to być coś małego, jak naprawienie cieknącego kranu lub posprzątanie piwnicy, ale również coś większego jak działalność charytatywna czy wolontariat w schronisku.

  1. Porządkowanie

Chodzi mi o porządkowanie zarówno na zewnątrz jak i wewnątrz. Porządki w mieszkaniu czy ogrodzie pozytywnie wpływają na poczucie wewnętrznej harmonii, ale czasem może przydać się również porządkowanie wewnątrz, porządkowanie własnego życia. Chodzi mi np. o uktualnienie listy swoich aktualnych celów życiowych, prorytetów, wartości. Ale może też być to porządkowanie w sferze emocjonalnej (uwalnianie tłumionych uczuć w psychoterapii albo poprzez sztukę) lub poznawczej (analiza tego, czy mamy jakieś niesłużace nam przekonania lub negatywne myśli o sobie lub świecie i zamiana ich na bardziej konstruktywne, porządkowanie własnych myśli poprzez pisanie dziennika itp.).

  1. Zrobienie czegoś ważnego, co odkładaliśmy

Bardzo często styl życia oparty na dopuszczaniu do siebie nadmiaru bodźców powoduje, że odkładamy coraz więcej ważnych rzeczy na później (prokrastynacja). Dobrze jest więc w fazie detoksu informacyjnego zrobić sobie listę takich rzeczy i po kolei („odfajkowując”) zabrać się za ich wykonywanie. Da to poczucie ulgi, że uwalniamy się od balastu, który narastał już przez długi czas w sposób niekontrolowany i da poczucie, że znowu jesteśmy panami samych siebie.

 

Napiszcie proszę w komentarzu jakie wy macie swoje sposoby na odciążanie przeładowanego mózgu.

Stosowanie filozofii Zen w codziennym życiu

Filozofia Zen jest prosta. Po prostu utrzymuj jasny, uważny umysł z chwili na chwilę i przez to działaj właściwie, z satysfakcją. Taki styl życia zapewni Ci utrzymanie harmonii w życiu a przez to i uczucie szczęścia, satysfakcji. Samo działanie świadome jest już samo w sobie głęboko satysfakcjonujące. Nie ma tu potrzeby odwoływania się do Boga, metafizyki, ezoteryki, ale mimo swej filozofii skupienia się na konkrecie w tu i teraz myślę, że Zen jest również głeboką duchowością. To, czym zajmuje się Zen to bowiem również poznanie siebie, poznanie czym jesteśmy, czym jest umysł. Pytanie o samą egzystencję. Nazywa się to w Zen „wielkim pytaniem”. Gdy zadajesz wielkie pytanie np. „Czym jestem?” i pełen pasji szukasz odpowiedzi, to jesteś na ścieżce duchowej. Poznanie siebie, poznanie czym jesteśmy to najbardziej podstawowa zagadka. Zmagali się z nią również filozofowie greccy tacy jak Sokrates. Mistycy twierdzą, że zanim nastąpi takie poznanie, nasze życie właściwie niewiele przypomina życie zwierząt, jest życiem we śnie. A więc pierwsze co mówią mistrzowie Zen: zadaj sobie Wielkie Pytanie i utrzymuj je w swym umyśle: „Czym jestem?”, „Czym jest mój umysł?”, „Czym jest doświadczający tego wszystkiego?”.

I pojawi się ściana. Bo to jest zagadka, tajemnica, nikt tak naprawdę tego nie wie. Można wymyślać tysiące teorii, filozofii, ale samo zadanie sobie tego pytania szczerze już stawia Cię głęboko sam na sam z egzystencją, już jest głęboko duchowym aktem.

I jeśli jesteś szczery, nie wymyślasz za dużo albo tylko obserwujesz te koncepcje bez przywiązywania się do nich, pojawi się „nie wiem”.

Nie wiem czym jestem. Mam pewne teorie, tłumaczę sobie to jakoś, mam pewne wyjaśnienia, ale tak naprawdę ostatecznie to całe istnienie jest niezmierzoną zagadką.

Nie wiem. W tym momencie przekraczasz umysł. Stajesz nago wobec egzystencji.

Nazywa się to w Zen jasnym, albo czystym umysłem. Albo “umysłem początkującego”. Ale to nie koniec. Teraz przenieś ten jasny, czysty umysł do codziennego życia. Pojawia się sytuacja. Jak zareagować właściwie? Pojawia się relacja. Jak zareagować właściwie? Tu dopiero zaczyna się prawdziwa przygoda. Świadome życie z chwili na chwilę. Wszystko, co się pojawia warte jest pełnego przeżywania, głębokiego doświadczania, zrozumienia życia krok po kroku. Tu mistrzowie Zen zalecają, by skupić się na tym, co robimy teraz, ale w pełni. Czyli gdy masz chaos w umyśle, nie wiesz za co się zabrać, myślisz o wielu sprawach naraz, uporządkuj to sobie, zrób listę priorytetów i następnie krok po kroku poświęć się całkowicie poszczególnym działaniom ze swojej listy. Każdemu w swoim czasie. Jedna czynność w jednym momencie. To nie jest łatwe w dzisiejszych czasach, ale to klucz do uspokojenia umysłu.

Kto tego doświadcza? Czym jest ten, który to wszystko przeżywa? Kim jest ten, kto chce przeżyć swoje życie świadomie i szczęśliwie?

I teraz codzienne życie: związki, praca. Zwykłe, codzienne sytuacje. Mistrzowie Zen zalecają kontakt z rzeczywistością, czyli to, co tu i teraz. A co to znaczy modne ostatnio życie „tu i teraz”? Tu i teraz żyję, obejmuję moją percepcją to, co aktualnie się pojawia, dokładnie takie jakie jest. Wtedy jest możliwość także właściwej reakcji na sytuację, właściwego działania. Pojawia się głodny, dajesz mu jeść. Nie zastanawiasz się, ale działasz. Pojawia się potrzeba i zaspokajasz ją. Jesteś w Rzeczywistości. Takie życie jest bardzo konkretne. Jesteś w harmonii. Wymaga to jednak nieustannej praktyki, bo łatwo jest zatracić właściwy kierunek. Dlatego w Zen kładzie się nacisk na praktykę medytacji. Medytacja to ćwiczenie, które ma na celu uzyskanie i utrzymywanie jasnego, uważnego umysłu. Do tego samego sprowadza się praktyka Mindfulness, która jest zachodnią adaptacją wschodniej medytacji. Dzięki medytacji przyzwyczajasz się do tego, by żyć świadomie, harmonijnie, z jasnym umysłem. Z czasem medytacja nie będzie tylko ćwiczeniem w pozycji siedzącej. Zauważasz, że świadomy umysł zaczyna Ci towarzyszyć i wspierać Cię w codziennym życiu. W związkach, w pracy. To mogą być zupełnie zwyczajne sytuacje, w których już funkcjonujesz. Tu nie chodzi o jakieś ideały. Chodzi o przeniesienie świadomego umysłu do Twojego normalnego życia, które już prowadzisz. Objęcie świadomością tych dziedzin życia, które już są obecne w Twoim życiu. Dzięki temu jest więcej zrozumienia, więcej harmonii, skupienie się na skutecznym rozwiązywaniu problemów.

I jeszcze jedno. Dzięki takiemu świadomemu życiu zaczynasz promieniować szczególną energią. Ludzie świadomi, przytomni są prawdziwym skarbem dla tego świata. Można nawet nie wykonywać żadnej altruistycznej działalności, ale poprzez samo utrzymywanie świadomego, jasnego umysłu oddziaływuje się w sposób pozytywny i konstruktywny na otoczenie. Jest to pokazywanie jak można działać harmonijnie, świadomie, skutecznie i jednocześnie ze spokojnym umysłem. Jest to wyjątkowo cenna inspiracja dla innych ludzi, dla tych, którzy są zagubieni w swojej rzeczywistości. Oczywiście Twoja praca wykonywana świadomie, uważnie ma dużą wartość i produkuje wysokiej jakości usługi i produkty, które są cenne dla klientów.

Czyli tak naprawdę nieważne co robisz, ważne jak robisz. Ważna jest jakość Twego umysłu, Twego funkcjonowania. Po prostu rób, co czujesz, co lubisz, ale rób to ze świadomym umysłem, w pełni. Takie życie daje Ci osobistą, głęboką satysfakcję, jak również bezcenną inspirację dla innych, którzy potrzebują takiego przykładu. I w cichy sposób po prostu dajesz to, co dobre, wysokiej jakości innym ludziom.

Przydatne linki:

https://www.zen.pl/

https://pl.wikipedia.org/wiki/Medytacja_mindfulness

 

Co warto wiedzieć zanim pójdziesz na psychoterapię

Większość ludzi radzi sobie bez psychoterapii. Wszyscy doświadczamy jakichś trudności w życiu. Zwykle udaje nam się je przezwyciężyć. Stosujemy różne metody. Po prostu mierzymy się z życiem albo stosujemy się do różnorodnych mądrych rad, jakich jest pełno. Psychoterapia dotyczy sytuacji kiedy mamy jakiś problem, ale nie potrafimy go rozwiązać samodzielnie albo z pomocą bliskich. Dotyczy sytuacji, kiedy doświadczamy cierpienia i w żaden sposób nie potrafimy mu ulżyć. Odczuwamy więc bezradność. Wielokrotnie próbowaliśmy i na różne sposoby, ale żadne metody nie działają. Może to być na przykład samotność, brak umiejętności tworzenia związków albo nieumiejętność porozumienia się z innymi ludźmi. Może to być lęk, przez który nie możemy poczuć się bezpiecznie i normalnie funkcjonować w społeczeństwie. Może to być smutek lub rozpacz po jakiejś stracie, która wytrąca nas z codziennego życia. A może po prostu czujemy się obco w świecie, wydajemy się inni od wszystkich i to powoduje, że wycofujemy się. Obawiamy się krytyki lub ataku ze strony innych i to zniechęca nas przed podejmowaniem jakichkolwiek wyzwań. Mogą pojawiać się u nas też niepokojące sny, powtarzające się, nie dające spokoju albo niepokojące symptomy, których lekarze nie potrafią uleczyć. A może życie utraciło swój sens lub zmierza w niepokojącym kierunku. Być może zaczynamy popadać w jakieś nałogi, by jakoś przetrwać to wszystko i uciec od natłoku problemów.

bezradność

Możliwość rozmowy z terapeutą może pojawić się jako światełko w tunelu, nadzieja czy ostatnia deska ratunku. Psychoterapeuta to osoba wyszkolona w udzielaniu pomocy psychologicznej. Przez lata różne szkoły psychoterapii wypracowały metody jak pomagać ludziom znajdującym się w kryzysie, jak zaradzić problemom, o których wspomniałem wcześniej.

Co warto wiedzieć, zanim skorzysta się z pomocy psychoterapeuty? Po pierwsze, psychoterapeuta rozpoczynając pracę z Tobą musi na początku zadbać o to, byś poczuł (poczuła) się komfortowo i bezpiecznie w trakcie sesji psychoterapeutycznych. Będzie o to zabiegał nie tylko dlatego, że ma do Ciebie szacunek, ale również dlatego, że tylko Twoje zaufanie i wiara w sens psychoterapii spowodują, że się otworzysz i będziesz chciał (chciała) pracować nad sobą. W jakimkolwiek momencie terapii poczujesz niepokój lub opór, by zrobić coś co zaproponował terapeuta, to w każdej chwili masz możliwość powiedzenia: „stop, nie chcę tam dalej iść” albo „mam wątpliwości czy chcę to zrobić”. Obowiązkiem psychoterapeuty jest zatrzymać się wtedy, jak również zareagować na Twoje sygnały niewerbalne, gdy czujesz wątpliwość lub niechęć.

akceptacja w psychoterapii

Po drugie terapeuta będzie starał się stworzyć atmosferę akceptacji. Chodzi o to, by cokolwiek powiesz, cokolwiek czujesz lub kimkolwiek jesteś było przyjęte takie, jakie jest. Tylko wtedy gdy poczujesz się akceptowany (akceptowana) masz chęć, by pokazać te części trudniejsze, które być może chowałeś (chowałaś) przed światem w obawie przed potępieniem, krytyką, atakiem. Terapeuta nigdy nie będzie Cię przymuszać, byś się otworzył (otworzyła). To jest zawsze Twoja decyzja i możesz zrobić to wtedy, gdy poczujesz się bezpiecznie, będziesz mieć poczucie że właśnie ta osoba może Ci pomóc i że takie otwarcie się ma dla Ciebie sens.

Co jeszcze będzie robić terapeuta? Terapeuta będzie Ci zadawać pytania. Są to pytania, które mają Ci służyć i Tobie pomóc. I znowu, to od Ciebie zależy czy albo w jaki sposób odpowiadasz na te pytania. To nie jest nauczyciel, a brak odpowiedzi nie oznacza oceny niedostatecznej. Jesteś wolny (wolna) i masz swoje tempo w psychoterapii. Psychoterapeuta będzie chciał Cię zrozumieć i Tobie pomóc, ale to Ty decydujesz ile chcesz odsłonić swoich sekretów. Zwykle człowiek posiada pewną sekretną przestrzeń w sobie, której nie chce pokazywać innym dopóki nie zaufa. Obowiązkiem terapeuty jest uszanować tą przestrzeń i nie naruszać jej bez Twojej zgody.

Terapeuta może również proponować Ci różne ćwiczenia. Chodzi o to, że w pewnym momencie może nie wystarczyć, by jedynie w rozmowie pracować nad trudnościami. Wiele osób ma poczucie, że kręci się w kółko jedynie rozumowo próbując znaleźć rozwiązania, zanim skorzysta z usług terapeuty. Być może liczy na to, że terapeuta powie coś nowego, przedstawi problem inaczej. Ale w wielu sytuacjach potrzebne jest samemu doświadczyć czegoś nowego, by móc spojrzeć na sprawy inaczej. Po to są ćwiczenia lub eksperymenty, które proponuje czasem psychoterapeuta. Oczywiście zasada ta sama: Ty się musisz zgodzić. Co się może jeszcze zdarzyć podczas psychoterapii zależy od tego, jakie potrzeby i jaki proces ma osoba zgłaszająca się na psychoterapię.

Psychoterapia dzieli się zasadniczo na 2 rodzaje. Albo będzie to terapia, w której będziesz pracować nad sobą poprzez tworzenie pewnych nawyków lub zmianę myślenia (jest to np. psychoterapia poznawczo – behawioralna) albo będziesz raczej prowadzony (prowadzona) w kierunku głębokiego zrozumienia tego, co się dzieje w Twoim życiu (psychoterapia psychodynamiczna, humanistyczno – egzystencjalna). Ja skłaniam się raczej ku drugiej opcji, rozwój przede wszystkim poprzez świadomość i zrozumienie, choć w trakcie rozwoju potrzebne będzie niekiedy na pewnym etapie również tworzenie nowych nawyków i samodyscyplina. Zmiana myślenia wydarza się często samoistnie pod wpływem zrozumienia i nowych doświadczeń, ale można też eksperymentować z nowymi, bardziej konstruktywnymi przekonaniami. Uważa się bowiem, że to jakie mamy przekonania na swój temat ma istotny wpływ na kształt naszego życia.

Rodzaj psychoterapii, którą proponuję to psychologia procesu z elementami innych podejść. Psychologia procesu jest podejściem stworzonym przed doktora Arnolda Mindella i jest kontynuacją podejścia jungowskiego do psychoterapii i rozwoju. Chodzi w niej o próbę możliwie całościowego spojrzenia na proces życiowy człowieka. Zakłada się tu, że problemy czy symptomy pojawiają się ostatecznie po to, by służyć rozwojowi i odsłaniają ukryty potencjał w nas zawarty. Czyli nie chodzi tylko o to, by zwalczyć problem i wrócić do tego, co było wcześniej. Pomyślne rozwiązanie problemu prowadzić ma nas do wzbogacenia osobowości i wejścia na wyższy poziom rozwoju, a nie tylko do wyzdrowienia czy normalności. Można powiedzieć, że w pewnym sensie proces życia nas prowadzi poprzez sytuacje, które są dla nas wyzwaniem. Po części my tworzymy swoje życie, a po części to życie nas prowadzi. Ale zawsze ostatecznie zmierza w kierunku naszego i innych dobra, nawet jeśli tkwimy w danym momencie w jakimś ślepym zaułku. Życie jest procesem, życie jest podróżą. Zapraszam Cię do podróży, która będzie zmierzać do poznania samego siebie (samej siebie). Chciałbym byś w trakcie niej poczuł (poczuła) się wzmocniony (wmocniona) na tyle, by naturalnie podążyć w kierunku własnych marzeń.

Reasumując:

  1. Ważne jest Twoje poczucie bezpieczeństwa i zaufanie
  2. Na każdym etapie to Ty decydujesz co chcesz robić
  3. Terapeuta będzie budował rozumienie i świadomość w atmosferze akceptacji wszelkich pojawiających się uczuć i myśli
  4. Terapeuta może czasem zaproponować ćwiczenia, byś doświadczył (doświadczyła) czegoś, co może przybliżyć Cię do rozwiązania problemu lub by spojrzeć na sytuację z nowej perspektywy
  5. Istnieją różne szkoły psychoterapii, ale zawsze ważny jest Twój rozwój
  6. Okresowo wpadamy w ślepe zaułki, gdzie proces życia jest zablokowany, ale po odblokowniu przepływu procesu naturalnym staje się dążenie do realizacji własnych pragnień

O zamrożonych uczuciach i o tym jak sobie poradzić z sytuacją, gdy nagle się uaktywniają

Zjawisko „zamrożonych uczuć” może się zdarzyć u osoby doświadczającej stanów depresyjnych. Chodzi o to, że być może kiedyś doświadczaliśmy jakichś trudnych uczuć, z którymi sobie nie radziliśmy albo nie wolno nam było z jakichś powodów czuć tego, co czuliśmy. Wtedy wypieramy uczucia, czyli unikamy doświadczania ich. Blokuje to swobodny przepływ życia, co może skutkować depresją. W psychoterapii lub w wyrażaniu się poprzez sztukę jest szansa na „odmrożenie” tych uczuć i na przywrócenie swobodnego przepływu życia. Wiążemy to ze zdolnością do bycia sobą, autentycznością, kreatywnością.

maski

Zamrożenie uczuć może wiązać się z jakąś sytuacją traumatyczną. W tego typu sytuacjach emocje są tak silne, że nie radzimy sobie z nimi. Chcemy zapomnieć o zdarzeniu, nie mieć więcej nic z tym wspólnego. W tak zwanym normalnym życiu trudno jest funkcjonować będąc w stanie silnych emocji. Osoby wrażliwe, ze skłonnością do częstego przeżywania emocji nie są w społeczeństwie zbyt dobrze postrzegane. Wiąże się to z kilkoma sprawami. Po pierwsze emocje wpływają na trudność w koncentracji uwagi, a praca zawodowa wymaga zwykle skupienia. Po drugie emocje innych ludzi mogą uruchamiać nasze własne, a to może być niebezpieczne. Może być więc skłonność do unikania ludzi zbyt emocjonalnych, one same też wolą się izolować. Oczywiście do czasu, ponieważ samotność na dłuższą metę zaczyna doskwierać. Inni wybierają więc normalne życie wśród ludzi, ale decydują się w zamian za to stłumić, zamrozić uczucia, po to by nie zepsuły im dobrego, poprawnego funkcjonowania w społeczeństwie. Istnieją różnego rodzaju rytuały, czy sytuacje, w których społeczeństwo dopuszcza swobodne wyrażanie emocji. Może być to tworzenie lub odbiór sztuki, czyli np. filmu lub muzyki. Nikt nie dziwi się, że ktoś płacze w trakcie filmu romantycznego albo boi się w horrorze. Nikt nie dziwi się, gdy ktoś odgrywa emocje w teatrze. Można krzyczeć na meczu lub koncercie rockowym. To jest usankcjonowane społecznie. Jedne emocje też są bardziej akceptowane, a inne mniej. Jest to zależne od kultury, w której żyjemy. Na przykład w Polsce są dopuszczalne emocje związane z narzekaniem. Ale już na przykład nie jest akceptowane zbytnio okazywanie lęku. Dlatego być może tak dużo zaburzeń lękowych, ponieważ lęk jest czymś powszechnym, a jednak nie jest akceptowane jego okazywanie. W takiej sytuacji osoba chowa się ze swoim lękiem. Działa to jednak tylko na krótką metę. Trzeba dalej funkcjonować wśród ludzi i lęk czasami nagle wydobywa się w niechcianych przez nas sytuacjach społecznych. Wtedy właśnie mówimy o tym, że mamy atak lęku lub atak paniki. Próby zapanowania nad nim powodują tylko, że jeszcze częściej i chętniej się uaktywnia. Problemem jest już sam brak akceptacji tego uczucia. Jednak silny lęk nie jest czymś, co można łatwo zaakceptować. Być może jakiś bodziec wydobył na wierzch jakąś dawno zapomnianą traumę. Wtedy być może czuliśmy kompletną bezradność i przerażenie. Jakoś udało nam się przetrwać tamtą sytuację, ale nie było wtedy możliwości, żeby sobie w pełni z nią poradzić. I jedyne co mogliśmy zrobić to próbować zapomnieć, to co się stało lub stłumić te uczucia. Trzeba przecież dalej jakoś żyć. Być może nie mieliśmy wtedy własnych środków zaradczych, by poradzić sobie w pełni z tą sytuacją albo nie było innych osób, które udzieliłyby nam potrzebnego wsparcia. Im wcześniejsza w rozwoju sytuacja traumatyczna, tym silniejsze i bardziej zalewające uczucia, gdy nagle zamrożone emocje się wydobędą na wierzch. Przez lata nie „przepracowywaliśmy” tej sytuacji i unikaliśmy myślenia o niej, więc gdy nagle jakiś bodziec uruchamia wspomnienie, to zalewają nas emocje, których doświadczaliśmy właśnie wtedy i czujemy nagle tą samą bezradność i ten sam brak możliwości radzenia sobie. Często nieodzowna więc może okazać obecność drugiej osoby, która pomoże nam zapanować nad zalewającymi nas uczuciami. Może to być na przykład psychoterapeuta lub inna wspierająca nas, życzliwa osobą, która jest w stanie zrozumieć, że nie wariujemy, że to tylko „dziecko w nas” się obudziło i potrzebuje wsparcia.

Ten proces uzdrawiania i dopełniania tego, co się wtedy wydarzyło, a więc i uzdrowienia wszystkich uczuć z tym związanych można pomyślnie przejść i być już od tego wolnym. Do tego służy psychoterapia, która wypracowała własne metody jak radzić sobie z traumą. Ważne jednak, by podchodzić do tego procesu z uwagą i życzliwością do siebie. Wejść w ten proces dopiero wtedy, gdy czujemy się do tego gotowi i bezpieczni, by to zrobić. Poza tym mogą być sytuacje, że życie zmusza, że nie ma wyjścia i trzeba już zająć się traumą. Na przykład sytuacja, gdy stajemy się rodzicami i mamy własne dzieci, których nie chcemy skrzywdzić jak sami byliśmy skrzywdzeni. Albo bardzo nie chcemy kogoś ranić, kto jest nam bliski, a nie możemy pozbyć się impulsów ranienia jej. Albo mamy ataki paniki, po których przestajemy wychodzić z domu lub zaczynamy unkać określonych miejsc lub sytuacji, a potrzebujemy normalnie funkcjonować w społeczeństwie. Albo choroby psychosomatyczne zaczynają nam ruinować życie.

W wielu przypadkach jednak można nie czekać na takie alarmujące sytuacje, ale zająć się uzdrawianiem dziecka w sobie w bardziej dogodnym momencie. Teraz gdy jesteśmy starsi i mądrzejsi, być może jesteśmy w stanie już poradzić sobie z emocjami, z którymi nie mogło poradzić sobie małe dziecko? Może udałoby nam się już dzisiaj znaleźć reakcję na tamto dawne wydarzenie? Szczególnie jeśli zapewnimy sobie towarzystwo wspierającej osoby, której wtedy zabrakło? Ale możemy też uznać, że choć zdajemy sobie sprawę z problemu, to jest jeszcze z jakiegoś powodu za wcześnie. Wtedy możemy dalej stosować dobrze już znaną sobie metodę „zamrażania uczuć”, zastosować doraźną metodę radzenia sobie z atakiem paniki lub zażyć kolejny raz ulubiony lek od lekarza psychiatry. Być może to nie jest jeszcze odpowiedni moment. Ważne jednak, by wiedzieć, że dzisiejsza psychoterapia wypracowała metody na skuteczne poradzenie sobie z traumą.

W psychologii procesu istnieje kilkaetapowa metoda pracy z przeszłymi nadużyciami z pomocą osoby wspierającej:

  1. Określenie czy osoba wspierająca (np. psychoterapeuta) jest tą właściwą i czy obecny moment jest właściwy do podjęcia pracy nad traumą
  2. Opowiedzenie o tym, co się wydarzyło
  3. Powrót do sytuacji nadużycia i znalezienie właściwej reakcji na to, co się wtedy wydarzyło.
  4. Przypomnienie sobie jak wyglądała reakcja świadków zdarzenia.
  5. Analiza społecznych aspektów tego zdarzenia i próba wspólnego zareagowania w świecie zewnętrznym (jeśli to potrzebne).

Jak rozmawiać, żeby się porozumieć?

Ostatnio dużo się mówi w sferze publicznej o tym, że powinniśmy inaczej rozmawiać ze sobą. W Internecie pojawiło się dużo hejtu, a rzeczywistość polityczna przypomina walkę wrogich plemion. Tymczasem psychologia wypracowała metody takiego komunikowania się, by się nie ranić nawzajem, a jednocześnie skutecznie porozumieć. Wymienię w tym artykule kilka metod komunikowania, które zalecane są przez psychologów.

Komunikat typu Ja

Stosujemy powszechnie komunikat typu „Ty”: „Ty zawsze”, „Ty jesteś taki czy owaki”, Prowadzi to do pogłębienia negatywnej sytuacji. Osoba z którą rozmawiamy nie ma ochoty skupiać się wtedy na naszych potrzebach, ale będzie mieć tendencję do bronienia siebie. Zawiera on często element oceniania, oskarżania. Nie ma możliwości skupić się na treści komunikatu podczas gdy czujemy się atakowani jako osoba.

kłótnia
🙁

W komunikacie typu „Ja” podstawową zasadą jest to, że mówimy tylko w swoim własnym imieniu. Czyli: „Ja uważam, że”, „Moim zdaniem…”, „Mój punkt widzenia na tę sprawę jest taki, że…”. „Ja czuję złość (smutek, niepokój itp.)”. To powoduje, że odbiorca komunikatu nie ma potrzeby się bronić, zwykle jest w stanie odebrać wiadomość, jako że czuje się bezpiecznie słysząc komunikat w takie formie. Jego granice nie zostały naruszone. W komunikacie typu Ja osoba bierze odpowiedzialność za to, co mówi. Mówimy o reakcji, jaką wywołało w nas zachowanie drugiej osoby.

Samo mówienie tylko w swoim imieniu i unikanie oceny, co jest częścią asertywnego komunikowania się jest już bardzo pomocne. Asertywne komunikowanie się to nie tylko szacunek dla drugiej strony oraz podstawa do porozumienia oraz wyrażenia siebie w sposób przystępny dla innych, ale również możliwość obrony siebie przed przemocą psychiczną, natarczywością, manipulacją ze strony innych. W sytuacjach konfliktowych rozwinąć można komunikację jeszcze dalej, by uzyskać lepsze rezultaty.

Konstrukcja komunikacji według Porozumiewania bez przemocy (NVC) Rosenberga jest następująca:

JA CZUJĘ – tu stwierdzamy to, co aktualnie odczuwamy w związku z jakąś sytuacją, np. Jestem zły, wściekły, smutny, poirytowany, zaniepokojony itp.

KIEDY TY – tutaj mówimy o tym zachowaniu drugiej strony, które budzi w nas emocje, ale jedynie w formie obiektywnego opisu sytuacji. Opisujemy tylko fakty, nie formułujemy ocen, np. „kiedy nie sprzątasz po sobie po obiedzie”

PONIEWAŻ – i tu wskazujemy na własne niezaspokojone potrzeby, które są związane z tą sytuacją

i CHCĘ – tu formułujemy prośbę, która obrazuje to jak wyobrażamy sobie, że nasza potrzeba mogła być zaspokojona.

W skrócie: „Kiedy ty… (zachowanie), ja… (uczucie), ponieważ… (potrzeba) i chciałbym… (prośba).

żyrafy

Jeszcze bardziej zaawansowane jest empatyczne komunikowanie się według NVC, które stosuje się wobec osób, które nie komunikują się w ten sposób i które mają problem z nieraniącym wyrażaniem siebie. W takiej sytuacji można również zastosować procedurę tych 4 kroków, z tą jedną różnicą, że nie mówimy o sobie, ale próbujemy odgadnąć co druga osoba czuje, jakie ma potrzeby i życzenia. Okazuje się bowiem, że jej problemy z komunikowaniem się często są związane z nieświadomością własnych uczuć, potrzeb i życzeń. Jeśli więc udałoby się, że ktoś inny by je odgadł i wyraził, a osoba mogłaby poczuć się na tyle zrozumiana i bezpieczna, to wtedy jest szansa na to, że otworzyłaby się bardziej na porozumienie z nami.

Czyli reasumując mamy 3 etapy skutecznej komunikacji:

  1. Komunikat Ja, asertywność – to podstawa dobrego komunikowania się, na której zakreślamy własne granice, ale i szanujemy granice innych
  2. Wyrażanie siebie za pomocą Porozumiewania bez Przemocy – na tym etapie rozwijamy świadomość własnych uczuć, potrzeb i życzeń oraz komunikujemy o tym drugiej osobie
  3. Empatyczne komunikowanie za pomocą Porozumiewania bez Przemocy – pomagamy innym uświadomić sobie własne uczucia, potrzeby i życzenia, co stwarza przestrzeń do wzajemnego porozumienia.

Metody te nauczane są na warsztatach asertywności, komunikacji i NVC. Jest również mnóstwo pozycji książkowych, które można by polecić na ten temat. Można również skorzystać w sytuacji konfliktu, gdy zbyt trudno jest stosować jakiekolwiek metody z pomocy osoby trzeciej (psychoterapeuty, psychologa, mediatora), która pomoże rozpoznać potrzeby, uczucia i życzenia każdej ze stron oraz stworzyć przestrzeń do komunikacji. Wówczas możemy komunikować się bez koncentrowania się na formie komunikacji (co jest trudne dla niewytrenowanych osób w sytuacjach konfliktowych), a to terapeuta (facylitator) dba o to, by uczucia i potrzeby były zaakceptowane i rozpoznane. W terapii par i rodzin jest możliwość, by ktoś z zewnątrz dbał o zaakceptowanie i wypowiedzenie się poszczególnych części lub osób w skonfliktowanym polu (rodziny, relacji). W psychoterapii indywidualnej (humanistyczno-egzystencjalnej lub psychodynamicznej) pełni taką samą rolę wobec poszczególnych części czy aspektów pojedynczej osoby, która zgłasza się po pomoc.

🙂
https://www.facebook.com/PsychoterapiaOnlineHubertKulik/